Pierwszy sezon obejrzałam z ogromną radością. Nieco odbiegał od oryginalnej powieści, ale umiałam to zaakceptować.
W drugim sezonie pojawia się wątek homoseksualizmu. Nie jestem homofobem, ale to nie ma nic wspólnego z prawdziwą powieścią, a tymbardziej z życiem w tamtej epoce! Osobniki odmiennej orientacji pojawiły się na uroczystej, trochę szalonej imprezie zorganizowanej przez bogatą ciotkę. Zupełnie jakby autor sugerował, że homo jest domeną inteligencji i bogactwa, a hetero wsi i ciemnoty. Kolejne tęczowe dziadostwo z Netflixa! Po tym odcinku skończyłam oglądać serial, żenada...