Zawiodłam się.
Od początku coś mi nie pasowało. Taksówka mercedes jak z lat 90- wszędzie pojawiały się takie stare mercedesy. W ogóle klimat miejsc pokazanych w filmie jak z lat 90. Podczas oglądania walczyłam z chęcią sprawdzenia czy film nie został jednak nakręcony 25 lat temu :D Hotel w Lublinie rodem z 07 Zgłoś się! Aż mi szczęka opadła gdzie wynaleźli coś takiego :P
Tam nic się nie dzieje. A nawet jeśli to jest to miałkie i mało interesujące. Ani nieśmieszne ani nie porywające. Bohaterowie nie nawiązują żadnych interakacji z Polakami. Nie mają w ogóle takiej potrzeby. Poza dosłownie jedną sceną zaincjowaną przez Polaka, który musi opieprzyć główną parę. To chyba tylko Amerykanie mogli wymyslić- ich babcia mieszkała 80 lat temu w tym domu więc kładą na progu, tuż pod drzwiami frontowymi dwa kamienie. Mimo, że ona tam nie umarła. Polak zwraca im uwagę, że teraz mieszka tam starsza kobieta, która wywinie orła na tych kamieniach kiedy wyjdzie z domu. U bohaterów zero refleksji...
Afroamerykanin wciśnięty do tego filmu, który przeżył jako dziecko ludobójstwo w Rwandzie zdaje się w nim być nie po to żeby o tej tragedii przypomnieć czy opowiedzieć ale żeby Akademii Filmowej nie zabrakło kogoś o innym odcieniu skóry :P
Główni bohaterowie cały czas prowadzą ze sobą ożywioną dyskusję w sumie o niczym. Równie dobrze mogli tą rozmowę przeprowadzić w Stanach przy piwie, nie musieli przylatywać do Polski.
I na koniec- ponieważ tak niewiele się dzieje to muzyka Chopina dodana do tego filmu momentami staje się dominującym elementem a obraz poza nią tylko miałkim tłem. Zresztą często przypominającym sceny z "U pana Boga za piecem" :P