Ten serial był jednym z moich ulubionych – do końca drugiego sezonu oglądałam go z ogromnym zaangażowaniem i emocjami. Niestety trzeci sezon wszystko zepsuł.
Postacie, które były świetnie napisane i budowane przez dwa sezony, zostały nagle kompletnie zmienione, jakby ktoś im podmienił charaktery. Jeremiah, który do tej pory był ciepły, pogodny i opiekuńczy, stał się nagle nieczuły, niepoważny i wręcz toksyczny. Conrad, który wcześniej był chłodny i zdystansowany, nagle stał się idealnym chłopakiem – wrażliwym, romantycznym i pełnym emocji.
Wygląda to tak, jakby scenarzyści specjalnie zniszczyli jedną postać i wybielili drugą, tylko po to, żeby finał pasował do książki. Przez to cały rozwój fabuły z poprzednich sezonów przestał mieć sens, a widzowie zostali potraktowani jakby ich emocje i przywiązanie do bohaterów nic nie znaczyły.
Dla mnie to ogromne rozczarowanie. Trzeci sezon odebrał mi radość z tej historii i zostawił poczucie niesprawiedliwości i zmarnowanego potencjału.