Mój znajomy sprzedał mieszkanie ze spadku. Z wynajmu 300 tys. zł miałby dopiero po 55. urodzinach
Odziedziczył 45-metrowe mieszkanie i zamiast szukać lokatorów, sprzedał je za 300 tys. zł. Zanim podjął decyzję, usiadł z Excelem. Wyszło mu, że najem to bardzo długa droga do tych samych pieniędzy.
Znajomy naszego redaktora ma 40 lat i rodzinę 2+1, więc w małym mieszkaniu by się nie zmieścili. Zostawienie lokalu pustego też odpadało, bo czynsz do spółdzielni i media trzeba płacić niezależnie od tego, czy ktoś tam mieszka. Zostały dwie drogi: wynajem albo sprzedaż.
Policzył oba warianty najmu. Bez remontu mieszkanie dawałoby ok. 1600 zł miesięcznie, czyli 19 200 zł rocznie. Żeby uzbierać 300 tys. zł, musiałby je wynajmować bez jednego pustego miesiąca przez ponad 15,5 roku. Po generalnym remoncie za ok. 100 tys. zł czynsz wzrósłby do 2200 zł, ale po odliczeniu kosztów remontu próg 300 tys. zł i tak pękłby dopiero po mniej więcej 15 latach. W obu scenariuszach kwotę ze sprzedaży zebrałby

Facebook
·1 day
Butelki odbierze kurier, a kaucja wróci przelewem na konto. Żabka pokazała, jak można rozwiązać największą bolączkę systemu kaucyjnego.
Od 1 października mieszkańcy Krakowa, Wrocławia i Metropolii Górnośląsko-Zagłębiowskiej mogą przy zamówieniu w Delio albo w aplikacji Żabka Jush zaznaczyć zwrot opakowań kaucyjnych. Kurier, który przywozi zakupy, zabiera butelki i puszki. Limit to 4 worki po maksymalnie 60 litrów. Pieniądze wracają na konto bankowe w ciągu 10 dni, i to w złotówkach, a nie w voucherach.
Usługa trafia dokładnie w to, na co Polacy narzekają najczęściej. Z sondażu CBOS wynika, że 49 proc. badanych uważa system kaucyjny za niewygodny dla konsumentów. 44 proc. przeszkadza trzymanie zużytych butelek w domu, 37 proc. awaryjne butelkomaty, a 28 proc. sama konieczność noszenia opakowań do sklepu.
Są oczywiście ograniczenia. Odbiór działa na razie w trzech lokalizacjach i tylko dla tych, którzy robią zakupy spożywcze przez internet. Sieć testuje też inne zachęty, na przykład d

Facebook
·1 day
Dwa wyroki w ogóle nie istniały. NSA drugi raz w tym roku przyłapał pełnomocnika na pisaniu z AI
Sygnatura, data, zgrabna teza z uzasadnienia. Tak wygląda wyrok podany przez czatbota i tak samo wygląda wyrok, który nigdy nie zapadł. Naczelny Sąd Administracyjny w tym roku co najmniej dwa razy wytknął zawodowym pełnomocnikom, że ich pisma opierają się na orzeczeniach przekręconych albo zmyślonych przez AI.
W pierwszej sprawie pełnomocnik podatnika z Łodzi, który spierał się z fiskusem o VAT, powołał w zażaleniu trzy postanowienia NSA. Żadne nie zawierało przypisanych mu tez. Sąd uznał, że pismo powstało z pomocą sztucznej inteligencji, i stwierdził, że „nader krytycznie należy ocenić bezrefleksyjne korzystanie z narzędzi AI przez zawodowego pełnomocnika”. Zażalenie oddalono.
Druga sprawa jest jeszcze ciekawsza, bo z AI skorzystał urząd. Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Rzeszowie powołało w skardze kasacyjnej siedem wyroków. Dwóch w ogóle nie zarejestrowano w NSA. Pozostałe istniały,

Facebook
·1 day
Zadzwonił dla żartu w sprawie toi-toia z OLX. Nie wiedział, że grozi za to nawet 5000 zł grzywny
Dzwoni nieznany numer, w słuchawce słychać stłumione chichoty, a rozbawiony głos wypytuje o rzekomą sprzedaż przenośnej toalety albo inne absurdalne ogłoszenie. Dla dzwoniącego towarzystwa to „niewinny numer” dla zabicia nudy, ale dla zaskoczonego odbiorcy – bezczelne zakłócanie spokoju.
Wielu autorów takich kawałów żyje w przekonaniu o całkowitej bezkarności, sądząc, że jeden telefon nie rodzi żadnych skutków. Tymczasem polskie prawo nie pozostawia złudzeń: złośliwe dokuczanie to wykroczenie z Kodeksu wykroczeń, za które grozi nagana, ograniczenie wolności lub grzywna do 5000 zł. Co więcej, śledczy wszczynają postępowanie na wniosek poszkodowanego, a namierzenie numeru to dziś kwestia formalności.
Zabawa zamienia się w prawdziwy dramat prawny, gdy dowcipniś posunie się o krok za daleko – na przykład wystawi fałszywe ogłoszenie z cudzym numerem telefonu lub zacznie nękać ofiarę serią poł

Facebook
·3 days
Biegał po zmroku jezdnią, bez odblasków i ze słuchawkami w uszach. To już mój pies był lepiej widoczny
Koniec października to czas, gdy zmrok zapada błyskawicznie, a widoczność na bocznych, nieoświetlonych drogach spada niemal do zera. W takich warunkach każdy pieszy na jezdni staje się dla kierowców niewidzialnym celem – zwłaszcza gdy sam prosi się o nieszczęście.
Pewien biegacz postanowił urządzić sobie trening w skrajnie ryzykowny sposób. Zamiast biec chodnikiem, poruszał się jezdnią, zmuszając samochody do nagłego omijania przeszkody. Ubrany od stóp do głów w ciemny dres, bez ani jednego elementu odblaskowego czy latarki, zlewał się całkowicie z czarnym asfaltem.
Jakby tego było mało, w uszach miał bezprzewodowe słuchawki, które odcinały go od dźwięków nadjeżdżających aut, klaksonów czy pisku hamulców. W tym samym czasie idący chodnikiem pies w świecącej obroży LED był widoczny z kilkuset metrów, podczas gdy człowiek na pasie ruchu ryzykował własnym życiem. Wystarczyłaby sekunda

Facebook
·3 days