„W Polsce wcale nie jest źle, jak się policzy siłę nabywczą" — ten argument słyszał każdy. Problem w tym, że dane go nie potwierdzają. W zestawieniu OECD za 2024 r. (po uwzględnieniu PPP) Polska jest dopiero 27. Wyprzedzają nas Litwa, Łotwa, Słowenia, Irlandia — o starej UE nie wspominając. A polski pracownik wciąż kosztuje firmę 2–3 razy mniej niż zachodni.
Co ciekawe, nie chodzi o podatki. Obciążenie pracy w Polsce to ok. 32% — poziom umiarkowany. W Niemczech sięga prawie 48%. Mimo to Niemiec zarabia więcej. Dlaczego?
Główny powód to produktywność. W rankingu PKB na godzinę pracy (2023) Polska jest 30. z wynikiem 54,28. Czechy mają 60,48, Niemcy 93,81, Norwegia aż 132,28. Wciąż ciągnie się za nami łatka „montowni Europy" — historyczna zaszłość z lat 90., gdy po PRL-u kraj musiał przyjmować zagraniczny kapitał, żeby odbić się od dna. Zmiana w stronę R&D i centrów inżynieryjnych już trwa, ale dzieje się za wolno, a większość Polaków nadal zarabia blisko płacy minimalnej.
Jest jednak