„Jaki nosi pani rozmiar?”. Pracodawca zadał takie pytanie matce, która szukała posady dla syna
Wyobraźcie sobie konsternację kobiety, która wchodzi do firmy, by zapytać o etat dla swojego dorosłego syna, a w odpowiedzi od szefa słyszy pytanie o... jej własny rozmiar ubrania.
To nie jest niestosowny żart, lecz specyficzna metoda wychowawcza, którą stosuje Marek, właściciel zakładu produkcyjnego. Przedsiębiorca ma już dość plagi niesamodzielnych dwudziestolatków, za których życiowe sprawy załatwiają rodzice. Gdy w jego biurze pojawia się nadopiekuńcza matka, on z kamienną twarzą zakłada, że skoro pofatygowała się osobiście, to ona szuka zatrudnienia i chce od razu zamówić dla niej odzież roboczą.
Ta anegdota, choć brzmi zabawnie, obnaża coraz bardziej niepokojące zjawisko na rynku pracy. Rekruterzy przyznają, że dorośli ludzie wysyłający rodziców na "zwiady" to już nie miejska legenda, ale smutna rzeczywistość.
Działy HR coraz częściej odbierają telefony od ojców dopytujących o ben