Uwaga, bardzo niszowe spoilery!
Ten film to jakaś kpina w porównaniu do oryginału. Usunięto wszystko, dlaczego więź Nani i Lilo była taka silna. W tym filmie, Ohana oznacza, że rodzina nic nie znaczy. Nani nie jest ciężko pracującą dwudziestoparoletnią kobietą i starszą siostrą, która próbuje wiązać koniec z końcem i poświęca wszystko dla Lilo, tylko roztrzepaną i irytującą nastolatką, która wyrzuca, że Ohana je porzuciła (Tak, bo śmierć w wypadku samochodowym, to porzucenie, jasne). Jumba był w serii przedstawiony jako stuknięty wujek, a w filmie zmieszali go z błotem zamieniając w złoczyńcę. Lilo i Stitch wygłupiają się, robią dziwne rzeczy, ale to tyle, nie ma tej specyficznej dynamiki między nimi, ani pojmowania przez Stitcha czym w ogóle jest rodzina ani jego prób zrozumienia, że nie jest maszyną zniszczenia po tym jak nie było co niszczyć, bo film został z tego wyprany. Pan Bąbel z opieki społecznej, no już nie jest z opieki społecznej, tylko jakimś leszczem, który próbuje udowodnić, że kosmici istnieją. Jedyna postać, która ma idealnie charakter naprawdę oddany to aktor grający Pleakly'ego, chociaż boli mnie usunięcie aspektu z ich byciem kosmitami i nie pasującymi dookoła przez swoje komiczne przebrania, bo zostali przerobieni na "ludzi" (podejrzewam, że budżet Śnieżki zabolał po kieszeni).
Jeżeli oglądało się oryginał, to nie oglądaj filmu, nie warto.