Choć, z reguły polskich seriali nie oglądam, tak, zaintrygowana recenzjami, włączyłam "Heweliusza" i.. przepadłam. Serial wciągnął mnie niczym wody Bałtyku. Ten serial nie zdobędzie takiej światowej sławy jak "Czarnobyl", bo nie nawiązuje do wydarzeń znanych na całym świecie, ale jest dowodem na to, że polskie seriale mogą dorównywać zagranicznym, pod warunkiem, że rzetelnie podejdzie się do tematu. Nie znam się na reżyserii, dźwięku, zdjęciach i innych składowych, które wpływają na film/serial. Ale mogę powiedzieć co czułam podczas oglądania. Po raz pierwszy od dawna nie widziałam różnicy między polskim, a zagranicznym serialem. Przy włączonych polskich napisach, nie rejestrowałam nawet, że dialogi są po polsku. Gra aktorska, cała reżyseria, klimat, odtworzenie lat '90, sprawiły, że czułam się jakbym oberwała obuchem w łeb. W tamtych czasach byłam dzieckiem, więc nie wiedziałam jak wygląda nasz kraj pod względem społecznym czy politycznym. Jako dorosła kobieta mam zdecydowanie szersze pojęcie i jestem zachwycona, a zarazem zdruzgotana obrazem Polski jaki mi przedstawiono w serialu "Heweliusz". Wiem, że pod względem faktów co do katastrofy, to twórcy pozwolili sobie na sporą fikcję, dlatego poszukam więcej informacji na ten temat, by wiedzieć, co traktować jako prawdę, a co jako mit. Ale jednego jestem pewna - cała otoczka w postaci podejścia do sprawy przez rząd, społeczeństwo, przedstawienie realiów tamtych czasów jest niesamowicie rzeczywiste i niemal namacalne. Dla mnie ten serial to nie tylko paradokument o katastrofie "Heweliusza", ale przede wszystkim geneza naszego kraju funkcjonującego w postkomunistycznym okresie. Zmusza do refleksji, zadumy, a może i nawet do przełknięcia gorzkiej pigułki.