Książka opowiada o prawdziwych, często przykrych wydarzeniach, porusza szczegóły, które na ogół są rzadko poruszane i tego nie można jej odebrać. Momentami da się nawet wciągnąć w historie. No właśnie, momentami.
Jest ona napisana w sposób niezwykle chaotyczny, szczególnie na początku, chociaż możliwe, że po czasie się po prostu do tego przyzwyczaiłam. W pierwszych rozdziałach autorka przedstawia nam mnóstwo osób, do takiego stopnia, że zmieniają się one dosłownie co 1,5 strony. Nie stanowiłoby to większego problemu, gdyby miały one jakiś wpływ na całość historii, jednak spośród wszystkich tych ludzi, wracamy do zaledwie kilku, i to w dodatku, w strasznie płytki sposób („ta co odłożyła 5000…”, „ta, która wciąż nie ma studni”), może to nic takiego, ale osobiście uważam, że nie jest to na miejscu w takiej książce. Pomijając już fakt, że mało kto będzie w stanie zapamiętać, chociaż połowę z tych osób, a nawet jeśli to wydaje się to po prostu bezsensowne.
Chociaż porusza często niespotykane tematy, pierwsza jej część opiera się głównie na podkreślaniu wszechobecnej biedy i analfabetyzmu. Oczywiście, że to nieodłączna część tych historii, jednak 50 stron o przynajmniej 30 osobach, o których pisze się tylko, że są biedni lub biedniejsi, a od czasu do czasu ktoś "miał szczęście" jest moim zdaniem lekką przesadą. Myślę, że wszyscy, nawet mniej zagłębieni w tym temacie, zdają sobie z tego sprawę.
Najbardziej jednak irytowały mnie podpisy zdjęć, ilustracji itp., które były cytatami, często z poprzedniej/następnej strony. Uważam to za koszmarnie leniwy zabieg, który nie tylko jest denerwujący, ale sprawia, że książka staje się powtarzalna. Nie mam demencji, pamiętam, co działo się na poprzedniej stronie. Nie oczekuję 10 linijek opisu pod zdjęciem, ale jeśli już się pojawiają, mogłyby wnieść coś nowego.
Książka w niektórych momentach daje mi wrażenie rozprawki i nie potrafię spojrzeć na to w inny sposób. W jednym akapicie autorka opowiada (oczywiście bardzo powierzchownie) historię jednej osoby, drugi zaczyna słowami „(imię i nazwisko), natomiast, nie miała tyle szczęścia”. Czy tylko ja to widzę?
Nie rozumiem też podziału na rozdziały w tej książce. Każdy z nich ma około 20-30 stron, a zawiera 10 różnych tematów. Dlaczego nie została podzielona na więcej krótszych rozdziałów?
Mam też wrażenie, że autorka, cytując wypowiedzi niektórych osób, stara się na siłę podkreślić błędy, jakie popełniają (?). Rozumiem, że jeśli cytowany jest list itp. to oczywiście jest to na miejscu, ale z tego, co rozumiem to niektóre z tych cytatów są słowem mówionym i nie chodzi mi tutaj o przekształcone wyrazy, bo wiadomym jest, że język był inny, szczególnie na wsi, ale o błędy typu: „ktura”. Chyba że jednak nie rozumiem i nie były to słowa mówione, ale jeśli tak, to wcale by mnie to nie zdziwiło. Myślę, że to samo w sobie jest dowodem na chaotyczność tej książki, już się po prostu nie wie, co się czyta.
Jak bardzo chciałabym bronić tej książki, bo uważam ją za naprawę wartościową i mimo wszystko wartą przeczytania, a nawet wciągającą, nie mogę przymknąć oczu na jej wady, ponieważ jest ich niestety więcej niż pozytywów.