Jako wieloletnia fanka Bruce'a niecierpliwie wyczekiwałam projekcji tego filmu. Rozczarowanie. Czytałam biografię Bruce'a BORN TO RUN, co mocno zwiększyło moje oczekiwanie. Jedynie kilka czarno - białych fragmentów przeniosło nas w czasie. Często błędnie. Bruce otoczony był temperamentną rodziną, która kreowała jego siłę oraz pozytywne pojmowanie życia. Jego ciotki i siostry były nierozłącznym elementem rozwoju tej wielkiej osobowości. Matka odegrała OGROMNĄ rolę, pomogła mu w pokochać muzykę, kupiła pierwszą gitarę. W filmie był nawet fragment krytykujący te relacje rodzinne.
Nebraska podobała mi się od zawsze, co film tylko udokumentował. Przyjaźń z Jonem Landau to dla mnie drugi i ostatni dobry wątek filmu.
Ponieważ wiele razy widziałam Bruce'a na żywo,(raz spod sceny - Werchter, w tym roku w Milanie, chyba po raz ostatni), więc wykonawca głównej roli KOMPLETNIE nie spełnił moich oczekiwań. Bruce na koncercie jest NIE DO ODEGRANIA, jego gesty, miny i zaangażowanie są NIEPOWTARZALNE. Szacun dla Jeremyego za odwagę.
NIE POJMUJĘ DLACZEGO FILM BYŁ TAK UBOGI W SCENY Z KONCERTÓW???...
Często zastanawiałam się nad opinią Bruce'a ...
Czekałam, obejrzałam i tyle