Jakaś katastrofa. Wiadomo że na potrzeby filmu trzeba cos podkoloryzować, ale poziom abstrakcji i żenady to wychodzi poza jakąkolwiek skalę. Z F1 ten film nie ma nic wspólnego. Skupiając się na samej fabule to typowy nudny amerykański film z człowiekiem, który z przypadku pojawia się w wielkim świecie i dochodzi do sukcesu, ale nie dzięki umiejętnościom a oszukiwaniu. Na minus też wciskanie poprawności politycznej jak cz*rny kierowca i kobieta jako dyrektor techniczny zespołu