Ten tytuł nie zasługuje na miano "najstraszniejszego horroru jaki kiedykolwiek powstał". "Outlast" to jedna z tych gier, którą psychofani uważają za najlepszy horror, a ja osobiście tego zdania nie podzielam. Ukończenie tej gry zajęło mi jakieś 4 godziny i niezbyt mnie urzekło. Gra przez prawie cały czas faszerowała mnie tanimi jumpscare'ami od samego początku, co po krótkim czasie przestało robić jakiekolwiek wrażenie. Przeciwnicy byli wolniejsi i totalnie głupi, co przekładało się na ich nieudolność w kwestii otwierania drzwi za pomocą kopniaka, zamiast używania klamki. 90% rozgrywki to bieganie po wariatkowie z kamerą w ręku, unikanie kontaktu z pacjentami Mount Massive Asylum. Brakowało jakichkolwiek ciekawych zagadek, aby urozmaicić rozgrywkę, która tak naprawdę polegała na uciekaniu, ukrywaniu się za przeszkodami, przesunięciu kilku dźwigni czy przejścia z punktu A do B. Główny bohater - Miles Upshur nie był specjalnie ciekawy, nigdy się nie męczył, był szybszy niż Usain Bolt i zawsze robił w konia adwersarzy. Rozgrywka jest beznadziejnie powtarzalna, ucieczki przed wariatami po czasie stają się nudne i zupełnie niestraszne a sama fabuła, nie była zbyt oryginalna i wciągająca. Strachu zbyt wiele nie uświadczyłem, przestraszyłem się tylko dwa lub trzy razy i to zdecydowanie za mało, aby mówić tu o jakimkolwiek "osiągnięciu". Reasumując "Outlast" to jeden z najbardziej przecenianych i przereklamowanych tytułów w gatunku survival horror, zdecydowanie nie ma podjazdu do chociażby "Silent Hill", Amnesii: The Dark Descent" czy "Penumbry: Overture".